
Medjugorie jest miejscem wołania Maryi o pokój. Zanim wybuchła wewnętrzna wojna w Jugosławii, a zwłaszcza w Bośni i Hercegowinie, Matka Boża, Królowa Pokoju, prosiła o modlitwę i pokutę w tej intencji.
Dzień rozpoczęliśmy od wyprawy do Mostaru. Miasta-Symbolu, zamieszkałego przez trzy religie, a szczególnie dotkniętego podczas wojny domowej, gdy Chorwaci (katolicy) bronili Bośniaków (muzułmanie) przed Serbami (prawosławni). Zburzony wtedy zabytkowy most nad rzeką Neretwą, jest symbolem tamtego dramatu. Dramatu ludzkich serc mówiących o wierzę i płynącej z niej miłości, a praktykujących nienawiść etniczną i religijną. Czas spędzony na spacerze po starym mieście przeniósł nas nieco w klimat Orientu. O islamie mogliśmy się też więcej dowiedzieć w Blagaju, gdzie zwiedziliśmy klasztor derwiszów, swego rodzaju mnichów muzułmańskich. Tuż obok niego wypływa spod skał rzeka Buna, tworząc urokliwy klimat. W tym kontekście nie mogło zabraknąć modlitwy o pokój, przebaczenie i pojednanie, którą podjęliśmy modląc się różańcem przy ołtarzu polowym.
Eucharystię przeżywaliśmy tym razem w kaplicy ośrodka stylizowanego na wioskę z tego regionu i ofiarowaliśmy w niej Bogu wszystkie osoby niesione w sercu podczas tej pielgrzymki. I znowu słowo Boże poprowadziło nas w nowy rejon życia, przypominając, że obietnice Ojca to nie kampania przedwyborcza, ale najszczersza miłość. On nie próbuje złapać nas na lep. On daje dobra ponad miarę tak, że sami mamy, co dawać innym. Nie może być inaczej, skoro On jest Miłością.
W tej miłości mogliśmy się zanurzyć podczas wieczornej modlitwy różańcowej oraz indywidualnego rozważania Ewangelii, a także przystępując do spowiedzi. Doświadczamy tu namacalnie, jak Bóg troszczy się o każdego z nas. Jak nie chce pustki naszego życia, lecz łaski, która rozlewa się ożywiając wszystko, co nas stanowi.










