Nadszedł dzień pożegnań, powrotu i … niespodzianek. Można powiedzieć, że Matka Boża chciała, byśmy trochę dłużej pobyli z Nią w Medjugoriu i to się Jej udało.
Rano okazało się, że w autokarze jest drobna usterka, wymagająca naprawy. W ten sposób, czekając na pojazd, mieliśmy okazję być jeszcze na miejscu objawień i trwać tu na modlitwie. Niestety poślizg czasowy spowodował potrzebę rezygnacji z nawiedzenia sanktuarium Matki Bożej z Lourdes w Vepricu. Trochę to zabolało i trzeba było sobie z tą wyrwą poradzić. Ważnym punktem dnia dzisiejszego była wizyta w Splicie, mieście związanym z cesarzem Dioklecjanem, który wzniósł tu swą siedzibę. On prześladowca chrzescijan, jeszcze za życia zobaczył ich zwycięstwo związane z aktem tolerancyjnym z roku 313. A dziś na miejscu jego pałacu i mauzoleum kwitnie chrześcijaństwo. Taka przewrotność losu, a mówiąc językiem wiary, zrządzenie Opatrzności Bożej.
W autokarze podjęliśmy wspólne, wyśpiewane uwielbienie Boga w darach, które w tej pielgrzymce otrzymaliśmy oraz modlitwę Nowenną do św. Małgorzaty. Zaś w trakcie Eucharystii przeżywanej na parkingu, Bóg ponownie przypomniał nam, że On kocha i pragnie, byśmy tę twórczą miłość zawsze przyjmowali.
Nocny przejazd wykorzystaliśmy do obejrzenia filmu „Sonata”, ukazującego tragiczne, ale finalnie piękne losy schorowanego chłopca spod Zakopanego. Bo w życiu nie ma przypadków, tylko my nie zawsze dostrzegamy Boże impulsy. Dzisiejsze wędrowanie zakończyliśmy znowu w Mariji Bistricy, dziękując za piękno tego dnia powrotu.
















